Przyznam się do czegoś: pierwszy raz pojechałem w Bieszczady na drugiej randce. Listopad, dziewiąty, poniedziałek wolny w pracy po długim weekendzie. Ona przyjechała z Rzeszowa, ja z Warszawy, spotkaliśmy się w Sanoku przed dworcem. Jechaliśmy wypożyczonym samochodem do Wetliny, z szybą zalaną deszczem, z fałszywym poczuciem, że wiemy co robimy. Nie wiedzieliśmy. I właśnie dlatego to zadziałało.
Dlaczego Bieszczady, a nie Tatry
W Tatrach masz Zakopane, dziewięć hoteli na kilometr i ścisk przy Morskim Oku nawet w środku lutego. Bieszczady w styczniu to są puste przełęcze, trzy restauracje otwarte w Ustrzykach Górnych i właściciel pensjonatu, który cię zapamięta do końca życia, bo byłeś trzecim gościem w tym miesiącu. To miejsce, które wymusza bycie we dwoje, bo nie ma nikogo innego do rozmowy.
Kiedy jechać poza sezonem
- Listopad: ostatnie dwa tygodnie. Liście już spadły, śniegu jeszcze nie ma, ceny pensjonatów o połowę niższe niż w lipcu.
- Luty: po feriach szkolnych. Śnieg jest, ale narciarze pojechali do Szczyrku.
- Marzec: pierwsze dwa tygodnie. Bystre potoki po roztopach, połoniny jeszcze brązowe, powietrze najczystsze w roku.
Unikaj ferii zimowych, majówki, końca czerwca i całego sierpnia. Wtedy Bieszczady stają się przeciętną polską atrakcją turystyczną.
Logistyka
Dojazd
Samochód to jedyny sensowny wariant. PKP dojeżdża tylko do Sanoka lub Zagórza, potem autobusy jeżdżą dwa razy dziennie i w niedzielę czasami wcale. Z Warszawy do Sanoka jest pięćset dwadzieścia kilometrów, z Krakowa dwieście siedemdziesiąt, z Wrocławia czterysta dziesięć. Wypożyczenie małego auta na weekend to dwieście pięćdziesiąt złotych plus paliwo, dzielone na dwoje staje się tanie.
Nocleg
Na drugą randkę nie wybieraj luksusu. Chata w Wetlinie od ośmiuset złotych za dwie noce, z kozą opalaną drewnem i bez wifi, wymusi rozmowę. Jeśli boisz się całkowitego odosobnienia, wybierz pensjonat w Cisnej — szesnaście pokoi, śniadanie, siedemset pięćdziesiąt złotych za dwie noce dla dwóch osób, ale już z oczekiwaniem, że wieczorem zejdziecie na dół do salonu rozmawiać.
Dzień pierwszy: Wielka Rawka albo Tarnica
Tarnica to najwyższy szczyt Bieszczad — tysiąc trzysta czterdzieści sześć metrów. W listopadzie dojdziesz na szczyt w trzy godziny z Wołosatego. Szlak jest oznakowany, zimą wymaga raczków, ale nie czekana. Ważne: o szesnastej robi się ciemno, więc wyjdź najpóźniej o dziesiątej rano.
Druga randka w Bieszczadach to nie romans, to test logistyki. Kto pamięta powerbank? Kto pakuje dwa batony zamiast jednego? Kto chce zawrócić przy pierwszym oblodzonym odcinku?
Wielka Rawka jest łatwiejsza, pięć kilometrów od Przełęczy Wyżnej, trzy godziny w obie strony, świetny widok na Równię pod Śnieżką i Ukrainę z góry. Na szczycie ustawcie się tak, żeby za plecami była ta linia lasu, który kończy się na granicy. To widok, który zapamiętacie bardziej niż selfie.
Dzień drugi: wolne tempo
Rano śniadanie powoli. Potem zaplanujcie tylko dwie rzeczy. Kolejka wąskotorowa z Majdanu (kursuje tylko w wybrane soboty poza sezonem — sprawdźcie rozkład dwa tygodnie wcześniej) albo zapora na Jeziorze Solińskim z kawą w Polańczyku. Wieczorem kolacja w Siekierezadzie w Cisnej — bieszczadzki naleśnik, piwo Wataha, sześćdziesiąt złotych na osobę.
Co może pójść nie tak
- Zasięg GSM. Działa źle w dolinach i lepiej na połoninach. Nie polegaj na Google Maps zimą — pobierz offline.
- Benzyna. W całych Bieszczadach są trzy stacje benzynowe. Zatankuj do pełna w Sanoku.
- Niedziela zimą. W niedzielę pół lokali jest zamknięte. Sprawdź godziny otwarcia przed wyjazdem.
- Niedźwiedzie. W listopadzie już śpią, ale w marcu wstają. Na szlaku głośno rozmawiaj — to nie romantyczne, to bezpieczne.
Dlaczego druga randka, a nie czwarta
Na pierwszej randce nie pojedziesz w Bieszczady — za daleko, za blisko fizycznie, za dużo ryzyka. Na czwartej nie ma już napięcia odkrywania. Druga randka jest idealna: już wiesz, że jesteś zainteresowany, jeszcze nie wiesz, kim on albo ona naprawdę jest w terenie. Trzy dni w niedostatecznym klimacie to wyciska prawdę — jak ktoś się zachowuje, kiedy pada deszcz i nie ma sygnału. Czy narzeka? Czy się śmieje? Czy mówi „następnym razem pojedziemy tam, gdzie jest grzyb Wi-Fi", czy „następnym razem weźmy dwa termosy"?
Ostatnia rada
Nie rób zdjęć wszystkich krajobrazów. Zrób jedno zdjęcie w ciepłych skarpetkach przed kominkiem w środku dnia. Za cztery lata, jak nadal będziecie razem, to właśnie to zdjęcie wam pokażą pierwsi nieznajomi, kiedy zapytają „a jak się poznaliście?". Tarnica będzie mniej ważna niż te skarpetki. Zrozumieliśmy to dopiero w drugim małym mieszkaniu pod Warszawą.